Raport: EdTech i nowe technologie w branży edukacji (2021) - Krajobraz branży, trendy, historie sukcesu

Pobierz raport (za darmo!)

Paweł Czerwony – Jak rozwijać produkt edukacyjny w zdywersyfikowanym modelu? Project: People Podcast 24

branża edukacyjna

W tym odcinku, Sylwia Paszyna prowadzi rozmowę z Pawłem Czerwonym współzałożycielem BeCREO Technologies, działającym w branży ed-tech i rozwijającym produkt edukacyjny Scottie Go!.

Z rozmowy dowiesz się, jak godzić różne interesy, zwłaszcza kiedy Buyer Persona, np. rodzice lub nauczyciele, nie jest tożsama z i User Personą, czyli uczniom albo dzieciom korzystającym w domu z jakiegoś rozwiązania. W odcinku zostanie poruszony również aspekt tego, jakie wyzwania mogą się pojawić przy pracach nad takim produktem.

Słuchając tego odcinka dowiesz się

Jak twórcy gry Scottie Go! poradzili sobie z wyzwaniami dotyczącymi:

  • różnych wersji językowych, 
  • zdywersyfikowanego modelu, m.in. B2School,
  • połączenia wersji cyfrowej i analogowej produktu,
  • zmieniającego się w obliczu pandemii rynku.

Chcesz mieć dostęp do rozbudowanej bazy autorskich narzędzi i dodatkowych materiałów?

Daj znać, pod jakim adresem możemy się z Tobą kontaktować!



    Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Project: People Sp. z o.o. w celu komunikacji marketingowej, a tym samym wysyłania mi newslettera, informacji o usługach, promocjach lub nowościach zgodnie z Polityką prywatności.

    Odcinek prowadzi:

    Sylwia Paszyna

    Gość odcinka:

    Paweł Czerwony

     

    Słuchaj też na:

     

     

    Transkrypcja:

    Sylwia: Zdywersyfikowany model produktu edukacyjnego, czyli jaki?

     

    Paweł: Zdywersyfikowany to taki, który pozwala dotrzeć do różnych odbiorców, w różnych formatach. Czyli mamy na myśli odbiorcę końcowego, który może być instytucją, indywidualnym klientem vs modele dostarczania, model offline, model online, z różnymi metodami płatności.

     

    Sylwia: Właśnie o tym będziemy dzisiaj rozmawiać, zapraszam.

    Cześć, słuchasz Project: People Podcast, czyli audycji biznesowej, w której spotykają się stratedzy oraz praktycy, omawiając zagadnienia związane m.in. z modelami biznesowymi. Jako leanowa agencja strategiczna z ponad czteroletnim doświadczeniem na rynku polskim i zagranicznym, zajmujemy się tworzeniem strategii biznesowych i marketingowych, badaniami oraz UX designem.
    Do każdego odcinka przygotowujemy materiały dodatkowe, które są uzupełnieniem tej rozmowy. Wystarczy, że wpiszesz projectpeople.pl/24, tam przygotowaliśmy dla Ciebie transkrypcję oraz specjalny szablon do analizy konkurencji.

    Produkt edukacyjny: rozwój w zdywersyfikowanym modelu

    Z tej strony Sylwia Paszyna, w Project: People jestem konsultantką marketingową. W dzisiejszym podcaście mam przyjemność rozmawiać z Pawłem Czerwonym, współzałożycielem BeCREO Technologies, działającym w branży ed-tech i rozwijającym produkty edukacyjne z Scottie Go!.

    Cieszę się, że za mną dzisiaj jesteś i cieszę się niesamowicie na temat, który będziemy dzisiaj podejmować. Będziemy mówić o rozwijaniu produktu edukacyjnego w zdywersyfikowanym modelu. Czyli przyjmującym różne formy, ale także skierowanym do różnych grup odbiorców,  kręgów kulturowych i sprzedawanym w różnych modelach płatności.

    Powiemy dzisiaj o tym, jak godzić różne interesy, zwłaszcza kiedy Buyer Persona, np. rodzice lub nauczyciele, nie jest równa User Personie, czyli uczniom albo dzieciom korzystającym w domu z jakiegoś rozwiązania.

    Odniesiemy się także do tego, jakie wyzwania mogą się pojawić przy pracach nad takim produktem. Zanim do tego wszystkiego przejdziemy, powiemy więcej o naszym gościu i dlaczego się dziś spotykamy.
    Pawle, powiedz proszę, czym się zajmujesz?

     

    Paweł: Reasumując moje dotychczasowe działania, mogę powiedzieć, że działam w branży ed-tech już od ponad 16 lat. Rozwijam biznes zarówno w zakresie nowych partnerstw, czy też nowych możliwości sprzedaży oraz marketingu produktów, jak i również od kilku lat mam możliwość zarządzania firmą, a także budowania od początku do końca nowych produktów.

    Moje doświadczenia łączą się ze ścieżką, którą przeszedłem od czasu studiów ekonomicznych, które odbywałem na Uniwersytecie Ekonomicznym. Dodatkowo, edukację zdobywałem poza granicami Polski, czy to na zagranicznych stażach, czy to studiując na podyplomowych studiach, w takich krajach jak Australia, a wracając do staży, to bywałem np. w Republice Rosji.

    Moja kariera zawodowa łączy się bardzo z produktami oraz z firmami, które zajmują się edukacją. Zaczynając już od czasów studiów, rozpocząłem współpracę z firmą, która dostarczała rozwiązania w zakresie systemów informatycznych do zarządzania placówkami oświatowymi i już wtedy moimi partnerami w rozmowach byli ludzie z samorządów oraz dyrektorzy szkół i placówek oświatowych, dzięki czemu miałem okazję poznać z bardzo bliska świat edukacji.

    Kolejne kroki mojej dalszej drogi zawodowej łączyły się już stricte z firmami, które produkowały produkty multimedialne, a więc zapewniały tzw. content dla szkół, a w którymś momencie wychodziło to również poza placówki edukacyjne, było kierowane do odbiorców indywidualnych. Stąd myślę, że mówiąc o dywersyfikacji biznesu ed-techowego, będę mógł się dzisiaj z wami podzielić zarówno doświadczeniami z jednego pola, jakim jest instytucja edukacyjna, jak i z drugiego pola, jakim jest właśnie odbiorca indywidualny, najczęściej rodzic i dziecko, jako finalny użytkownik.

    Rozwój produktów edukacyjnych. Edtech

    Sylwia: Warto dodać słuchaczom, dlaczego taki temat wybraliśmy na dzisiejszy podcast i skąd u nas zainteresowanie rozwijaniem produktów edukacyjnych, zwłaszcza tych rozbudowanych na wielu poziomach i właśnie występujących w różnych kontekstach.

    Otóż w Project: People pracujemy właśnie nad raportem dotyczącym wyzwań branży edukacji, z jakimi mierzą się osoby rozwijające własne produkty. Paweł jest jedną z tych osób, które zgodziły się podzielić swoim doświadczeniem w naszych badaniach.

    Pawle, wspominałeś już trochę o tym, ale jak Twoje doświadczenie, które już zebrałeś w branży edukacyjnej, przekłada się na Twoje obecne prace i działania?

     

    Paweł:  Moje doświadczenia łączą się z bardzo różnymi polami działań. Miałem okazję współpracować z dużymi organizacjami, które możemy traktować w randze korporacji, to były największe wydawnictwa edukacyjne działające w Europie Centralnej, jak i również współpracowałem z małymi firmami, które tworzyły bardzo nowoczesne rozwiązania edukacyjne, oparte o typowy już ed-tech. Ja sam współtworzyłem około pięciu podmiotów, które zajmują się dostarczaniem produktów z tej dziedziny.

     

    Zaczynałem od tego, że pracowałem dla firmy, będąc jeszcze na studiach, ta firma dostarczała typowo edukacyjne rozwiązania, w takiej gałęzi ICT, czyli Interactive Computer Technologies. Mieliśmy do dyspozycji wiele rozwiązań, służących do zbierania danych na temat poszczególnych placówek edukacyjnych i przesyłania tych danych do punktów zbiorczych, jakimi były samorządy, czy jednostki samorządu terytorialnego.

    To był sam początek. Wtedy oswoiłem się z instytucją edukacyjną, czy to były przedszkola, czy szkoły podstawowe, później gimnazjalne. Później również szkoły ponadgimnazjalnej, a na końcu też uniwersytety. Te pierwsze doświadczenia dały mi do zrozumienia, że biznes, który chciałbym robić w życiu, to nie tylko i wyłącznie pieniądze, działania typowo komercyjne, ale również chciałbym znaleźć taki głębszy sens w tym, co robię.

    Branża edukacyjna, rozwiązania e-learningowe, programowanie dla dzieci Scottie Go

    Branża edukacyjna wydawała mi się bardzo atrakcyjna, ponieważ uważam, że niesie za sobą pewnego rodzaju misję społeczną, którą każdy pracujący, dostarczający rozwiązania, spełnia. Bo tak naprawdę dbamy o to co, się wydarzy kiedyś i pomagamy edukować obecne pokolenia młodych ludzi, którzy kiedyś będą podejmowali najważniejsze decyzje na tym świecie. Po tym pierwszym moim doświadczeniu uznałem, że to jest dobry kierunek.

    Po tych pierwszych doświadczeniach miałem okazję studiować właśnie w Australii, przez rok studiowałem stosunki międzynarodowe i pogłębiałem wiedzę na temat tego, jak działa się na różnych rynkach m.in. w takim wielokulturowym środowisku. A po powrocie do kraju zacząłem właśnie współpracę z nowymi podmiotami i m.in. miałem okazję już w 2008 roku założyć pierwszą ze spółek, która zajmowała się dostarczaniem interaktywnych narzędzi do szkół, a także aplikacji, która służyła do odczytywania podręczników, które do tej pory działały w formie tradycyjnej, a dzięki nam przybrały formę elektroniczną.

    Ten temat dalej był kontynuowany przez rząd polski, więc już jako firma tego nie dotykaliśmy. A w międzyczasie zaczął się boom na rynku polskim, na używanie interaktywnych urządzeń w szkołach i w klasach, gdzie zaczęliśmy wspólnie z graczami, takimi jak wydawnictwa edukacyjne, tworzyć i dostarczać na rynek produkty, które były przydatne do szybkiego wykorzystania na narzędziach, które już powoli zaczynały być obecne w szkołach, czyli to były tablice interaktywne, tablety, czy też właśnie monitory interaktywne, które teraz znowu zaczynają wieść prym i wypierają te tradycyjne tablice interaktywne.

    Moja ścieżka szła przez poszczególne firmy, rozwijając swoje własne biznesy. Miałem okazję współtworzyć platformy e-learningowe do nauki języków obcych, a od czterech lat, w ramach firmy BeCREO Technologies, tworzę i rozwijamy sieć partnerską na całym świecie dla gier do nauki programowania, które z jednej strony są wymogiem w wielu krajach na świecie, już w podstawie programowej, a z drugiej strony, w szczególności w okresie ostatniej pandemii, stało się świetnym uzupełnieniem materiałów edukacyjnych i rozrywkowych w domach, gdzie używane są one przez rodziców oraz dzieci.

     

    Sylwia: Wspomniałeś o misji pracy, co możesz realizować swoimi produktami. Właśnie o to rozwiązanie do nauki programowania dla dzieci chciałam Cię zapytać. Ono nazywa się Scottie Go! i jestem ciekawa, jaka stoi za tym misja. Do kogo dokładnie jest skierowane, jak szeroka jest tutaj grupa docelowa, jakie problemy rozwiązuje, na jakie potrzeby odpowiada?

     

    Paweł: To jest bardzo zasadne pytanie. Kiedy powstawała gra Scottie Go!, nie wiedzieliśmy jeszcze do końca, jaki potencjał się w niej kryje. Powstała w Wielkopolsce, w Poznańskim Centrum Superkomputerowo – Sieciowym. Nad tą grą pracowała grupa ponad pięciu osób, które swój pomysł urzeczywistniły. Punktem wyjścia do opracowania tej gry były właśnie potrzeby rynkowe, czyli zbliżająca się w Polsce podstawa programowa, w której mieliśmy elementy nauki programowania, jak również popularność zawodów związanych z oprogramowaniem.

    Ta popularność utrzymuje się do tej pory, bo jak wiemy, zawód programisty, czy chociażby testera aplikacji mają na tę chwilę bardzo duże wzięcie. Są też dobrze opłacane, w zależności od doświadczenia. Przygotowanie do tego typu zawodów specjalistycznych, opartych o nauki ścisłe, jest bardzo ważne w życiu każdego człowieka.

    O ile nie każdy z nas, będąc na etapie klasy pierwszej w szkole podstawowej wiedział, co będzie robił w swoim życiu, o tyle uważam, że przedstawienie komuś szansy, czy możliwości spróbowania czegoś nowego i sprawdzenia, czy jest to coś interesującego, jest jedną z najważniejszych rzeczy, jaką dzieciaki powinny dostać.

    Gra Scottie Go! jest tak przygotowana, aby pomóc dzieciom odnaleźć się w tym świecie, nie stricte związanym z programowania, bo tak naprawdę Scottie Go! jest oparte merytorycznie o język z Scracht Junior, więc to jest jeden z najprostszych języków programowania, który wiąże z układaniem bloczków w odpowiedniej kolejności, ale przede wszystkim pomaga nauczyć się ustawiania działań w logicznej sekwencji, dochodzenia do pewnego rezultatu końcowego. Scottie Go! jest też grą, która została tak przemyślana, aby była bardzo łatwo przyswajalna, czy bardzo prosta do lokalizacji.

    Mam na myśli możliwość tłumaczenia tej gry, z jednej strony jako gry fizycznej, a z drugiej strony jako aplikacji, na różne języki na świecie. Jak do tej pory udało nam się przygotować grę w 21 językach i do tych języków zaliczamy m.in. język arabski, który jako jedyny wymagał od nas zmian kulturowych, które musieliśmy wprowadzić do tego produktu. 

    Wiązało się to między innymi z grafikami pewnych postaci, które były nieodpowiednie na ten rynek i nie były akceptowalne. Dla przykładu, zamienialiśmy te postaci, które nie pasowały na wielbłąda, czy na konia. Niemniej samo rozwiązanie jest na tyle uniwersalne, że możemy je stosować w bardzo wielu miejscach. Właśnie patrząc na dywersyfikację rynków, zarówno na rynku edukacyjnym, który jest dla nas takim rynkiem pierwotnym, na którym się świetnie odnaleźliśmy i rozwinęliśmy się bardzo mocno i szybko, ale również na rynku klienta indywidualnego, w tym wypadku rodzica, który korzysta ze swoją pociechą z edukacyjnych gier do nauki programowania.

     

    Sylwia: Wspominałeś o tej lokalizacji językowej na język arabski. Myślę, że tutaj wyzwaniem mógł być sam projekt, sam layout związany z typografią, bo mamy też zupełnie inny alfabet, a to wymaga od nas spójności, żeby gra w wersji językowej dla innego kręgu kulturowego, wciąż odpowiadała graficznie temu, co mamy w ogólnej szafie. powiedzmy w takiej ogólnej szacie. Chciałam też zapytać o te kwestie lokalizacyjne. Wspomniałeś, że było to dosyć łatwe do zrobienia w przypadku Scottie Go!, ale dlaczego?

    Programowanie na lokalnych rynkach, interaktywne lekcje

    Paweł: To ciekawe. Jednym z największych wyzwań dla nas były języki, które były najmniej znane nam w kręgu europejskim. Już sam język rosyjski z cyrylicą był dosyć dużym wyzwaniem. Akurat jesteśmy w stanie szybko zareagować bo wielu z nas w Polsce zna ten język dobrze, natomiast języka koreańskiego, czy japońskiego, czy arabskiego, który mamy w dwóch wersjach, bo jedna z nich jest przygotowana dla Arabii Saudyjskiej, druga jest dla rynku arabskiego, czyli dla całej Zatoki Perskiej, krajów północnej Afryki, to to już było wyzwanie, z którym byśmy sami sobie na pewno nie dali rady.

    Otóż tłumacząc 1:1 wszystkie elementy, zarówno z aplikacji, która jest częścią gry, jak i też samych elementów pudełka Scottie Go! zawsze posiłkowaliśmy się współpracą z naszymi partnerami. Są to wyspecjalizowane firmy z naszej branży edukacyjnej, najczęściej duzi gracze, dystrybutorzy, wydawnictwa z poszczególnych rynków. To tak naprawdę nasz sukces na poszczególnych rynkach musimy zawdzięczać ich działaniom. Gdyż my, dając pomysł, spotkaliśmy się z pewnego rodzaju akceptacją z ich strony, a następnie każdy z tych naszych partnerów zainwestował swój czas i swoje pieniądze, żeby odpowiednio wypromować rozwiązania na swoim własnym rynku.

    Mówię o tym, ponieważ w kontekście przygotowywania lokalnych wersji ma to ogromne znaczenie, jeżeli nie robimy tego samodzielnie, z biurem tłumaczeń, według własnych przekonań, ale korzystamy z eksperckiej wiedzy lokalnych firm, które tam działają, znają pewne zawiłości językowe związane z systemem edukacyjnym. Jest to bardzo ważne, żeby używać słownictwa, które później jest używane przez samych nauczycieli na lekcjach, ale też przede wszystkim dzięki temu możemy sprawnie przeprowadzić lokalizację produktu, zaczynając od aplikacji, przez właśnie pudełko, a następnie wydruk takiego pudełka i wydanie produktu gotowego do wysyłki w świat.

     

    Sylwia: Odniosłeś się do słownictwa, że trzeba wykorzystywać takie, jakie jest stosowane przez samych nauczycieli w danym kręgu. Ja mam jeszcze jedno pytanie. Scottie Go! jest skierowane i do 4-latków i do 15-latków. Mamy duży przedział wiekowy tych odbiorców końcowych, którzy będą korzystać z gry. Jestem bardzo ciekawa, jak radzicie sobie z samą kwestią tego języka, żeby był dostosowany do młodych ludzi, żeby dla tych najmłodszych był zrozumiały, a dla tych starszych atrakcyjny i nie wydawał się odstający od ich codziennego języka?

     

    Paweł: Tak, to jest duże wyzwanie, aby zapewnić materiały adekwatne do wieku odbiorcy. Jeżeli chodzi o rynek edukacyjny, to podjęliśmy taki rozdział produktowy, który sprofilował trochę naszych odbiorców. Przygotowaliśmy specjalną wersję, która jest dedykowana przedszkolom, aby młodsi gracze mogli lepiej zrozumieć przekaz, jaki im proponujemy. Oczywiście pierwszym produktem i takim, który zyskał największą popularność na całym świecie, zaczynając od Polski, to był produkt dla szkoły podstawowej, gdzie generalnie od klas pierwszych właśnie ta nauka programowania stawała się elementem niezbędnym w wielu krajach, a w wielu jeszcze to tak naprawdę nie weszło.

    Nauka programowania dla najmłodszych

    Język, jakim się posługiwaliśmy, to był język związany właśnie z nauką programowania, a więc mieliśmy tam koncepty programistyczne, takie jak pętla, powtórzenie, bloczki, które są numeryczne i bloki akcji, czyli skręć w prawo, skręć w lewo i krok do przodu, podnieś coś.

    Więc to są bardzo proste komunikaty, które są w przekazie na naszych klockach nadrukowane, a następnie też rozpoznawalne przez aplikację, która skanuje te bloczki i QR kody, a następnie pokazuje ruch Scottie Go, czyli naszej głównej postaci, już w animacji, która odbywa się w aplikacji. 

    Więc patrząc na sam początek, język, którym się posługujemy, jest na tyle nieskomplikowany, żeby dzieci, które startują w pierwszym roku szkoły, w tym wczesnoszkolnym czasie, które dopiero nauczyły się mówić i czytać, miały możliwość zrozumienia tych komunikatów. Cała gra jest tak zaplanowana, aby zadania zaczynały się od najprostszych, bardzo prostych komend. Dla starszych dzieciaków mamy coraz trudniejszy koncept i tym samym coraz dłuższe kody do przygotowania, do odczytania przez naszą aplikację.

    Te kody dla starszych dzieciaków, tych które mają powyżej 10 lat, potrafią już być na tyle skomplikowane, że mają po 12 linii, które się układa i wymagają myślenia nie tylko od dzieci, ale również od dorosłych. Więc w tym produkcie dedykowanym właśnie dla dzieciaków pomiędzy 6 a 15 rokiem życia, mamy tak przygotowaną ścieżkę rozwoju, aby zaczynać od najprostszych rzeczy i przechodzić do coraz to trudniejszych, które odpowiadają wiekowi dziecka.

    Oczywiście to wszystko jest obudowane materiałami, więc w szkole, ale też i w domu, nie ma problemu ze zrozumieniem tego, co tam się dzieje, ponieważ sama aplikacja zawiera bardzo jasne graficzne instrukcje, ale również dostarczamy szereg materiałów, takich jak wydrukowane manualne, czyli instrukcje, które znajdą nasi odbiorcy w pudełkach, jakie również dla instytucji edukacyjnych bardzo ważna rzecz, są to przewodniki nauczycielskie, które mówią nauczycielom, jak mają pracować, jakie są koncepty poruszane oraz plany lekcji, a w tej chwili również takie przygotowane przez nas ćwiczenia, które w pewien sposób prowadzą za rękę i mówią, co należałoby zrobić w odpowiednim momencie i to wszystko się dzieje na poziomie szkoły podstawowej.

    Natomiast dla dzieci, które są w przedszkolach, zastosowaliśmy odrębny produkt. Nazywa się on Scottie Go! Basic i on właśnie zawiera elementy, które zostały nieco inaczej przygotowane. A więc klocki, którymi się posługują, czy bloki, którymi się posługują dzieciaki, są dużo większe, dużo bardziej kolorowe i nie zawierają tekstowych informacji, ponieważ dzieci w przekroju od 4 do 6 lat bardzo często jeszcze nie umieją czytać. Oczywiście są takie jednostki, które sobie z tym świetnie radzą. A my aby sprostać tym zadaniom i tym wyzwaniom przygotowaliśmy w ten sposób grę dla młodszych dzieciaków, aby koncepty poruszane przez nie były trudniejsze niż 24 pierwsze poziomy naszej gry, oraz aby ta forma pracy była bardziej przystępna.

     

    Czyli właśnie tutaj ta nasza grafika jest dużo bardziej odpowiednia. Kolorowe bloki, brak tekstów, ale też scenariusze zadań dla nauczycieli, które pozwalają na prowadzenie w sposób interaktywny ciekawej lekcji, ale też z uwzględnieniem oszczędzania wzroku tych małych dzieci, ponieważ o ile starsze dzieciaki mogą więcej czasu spędzić przy monitorze, np. skandując klocki lub oglądając rozwiązania, o tyle młodsze dzieci jeszcze nie powinny tego robić.

    Dlatego aplikacja i sam sposób prowadzenia zajęć dla młodszej grupy cechuje się tym, że bardzo dużo ćwiczeń i działań odbywa się poza aplikacją, czyli poza monitorem tabletu, smartfona bądź komputera. Dzieciaki grają po prostu bardziej w planszową grę, przesuwając naszego Sottiego na planszy, która jest wcześniej przez nie przygotowywana, dochodząc do różnych obiektów, podnosząc je, omijając przeszkody. I właśnie w ten sposób toczy się nauka, czyli tak naprawdę nauka przez zabawę.

    Scottie Go ma też wersję digitalową. Aplikacja działa offline

    Sylwia: Czyli z jednej strony mamy analogowe pudełko, grę, wydrukowane materiały, poradniki dla nauczycieli, a z drugiej strony aplikację i wersje desktop. Jestem ciekawa, jak przy takich różnych mediach zachować spójność i jakie mogą się pojawić wyzwania?

     

    Paweł: Staramy się zachować taki balans pomiędzy tym nowoczesnym modelem, gdzie wiodącą rolę odgrywają nowe media, które są dostępne już dla dzieciaków młodszych i starszych, są to smartfony, tablety, komputer, czy laptopy, a właśnie tym światem umiejętności manualnych, które wiążą się ze współdziałaniem dzieciaków, które razem potrafią rozwiązać problem.

    Od początku do końca Scottie Go! było tak przygotowane, aby móc sprostać tym oczekiwaniom rynku i samych użytkowników, aby zarówno ten stary świat, taki manualny, jak i ten nowy, który nazywamy powszechnie digitalowym, mogły dawać korzyść dla dzieci.

    To jest nasza odpowiedź na te czasy, kiedy większość rzeczy już się robi online, na platformach i one są bardzo dobrze przygotowane, ale odchodzą w zupełności od tych umiejętności takich twardych, które się łączą z manualnością.

    Scottie Go! był przygotowany tak, aby mógł działać na każdym systemie, jakie znajdziemy na rynku, stąd właśnie Android, czy Windows i iOS.

    Co jest ciekawostką, wiele szkół i instytucji edukacyjnych używa tego typu rozwiązań np. z komputerami zwykłymi. I tu się pojawia pytanie, jak sobie radzą ze skanowania klocków, skoro komputery są stabilne, mają kamerki, bądź też ich w ogóle nie mają?

    Wtedy z pomocą przychodzą kamery, które są podłączone do kabla, czy Bluetooth. W ten sposób nie mamy ograniczeń, jeżeli chodzi o urządzenia i systemy z których możemy korzystać. Rozwiązanie jest na tyle uniwersalne, że praktycznie w każdym miejscu na świecie może być w tej chwili odpalone i użytkowane. Nie bez znaczenia też jest jej pewna cecha, że to jest aplikacja offline. Czyli po ściągnięciu jej na urządzenie i zarejestrowaniu numeru licencyjnego nie ma potrzeby później łączenia się z internetem. A więc sama gra, czy to tradycyjna, w pudełku, czy teraz już, w czasie pandemii, o czym zaraz opowiem, zmieniona formuła gry, pozwalająca na korzystanie z materiałów online, w obydwu przypadkach po ściągnięciu uruchomieniu aplikacji nie musimy się łączyć z Internetem.

    Ma to ogromne znaczenie dla tych krajów, w których są problemy z Internetem, bądź problemy nawet z energią. Możemy sobie wyobrazić sytuację, to historia z życia wzięta, gdzie w Rwandzie przerwy w dostawie energii, czy Internetu, odbywają się notorycznie w obszarach wiejskich. Ale zajęcia są prowadzone, bo tablety są ładowane energią słoneczną, aplikacja już jest na tych tabletach, więc nie ma potrzeby łączyć się ponownie z Internetem i dzieciaki przez cztery godziny kolejnego dnia mogą w czasie różnych lekcji korzystać z tego rozwiązania.

    Dywersyfikacja produktu edukacyjnego w efekcie pandemii

    Sylwia: Wspomniałeś o pandemii i zmianach w Scottie Go!. Co się zmieniło?

     

    Paweł: W odniesieniu do dywersyfikacji produktów, to jest bardzo aktualny temat, ponieważ właśnie pandemia pokazała nam, że dywersyfikacja produktowa jest bardzo ważna. Przez ostatnie trzy lata, do czasu pandemii w 2020 roku, głównie koncentrowaliśmy się na rynku edukacyjnym, tworzyliśmy szereg rozwiązań i materiałów dla tego rynku i bez większego znaczenia dla nas był rynek domowego użytkownika. To było zaledwie parę procent sprzedaży rocznej. Pandemia uzmysłowiła nam, że w czasach, kiedy zaczyna się twardy lockdown w placówkach edukacyjnych, to tracimy kompletnie rynek, na którym czuliśmy się mocni i który użytkował nasze produkty. Pandemia też spowodowała, że rynek odbiorcy indywidualnego bardzo silnie urósł. Są takie dane globalne mówiące o tym, że sprzedaż gier edukacyjnych, planszowych, a także puzzli wzrosła o 260%.

    Mogę to potwierdzić, ponieważ nasze dostawy związane ze współpracą z sieciami online, czy z fizycznymi sklepami też bardzo wzrosły i uświadomiliśmy sobie, że ta dywersyfikacja ma ogromne znaczenie dla nas i dla biznesu na przyszłość, aby nie trzymać się kurczowo jednej działki np. edukacji, ale również inwestować środki i działania w drugą odnogę tych produktów.

    Mobilne gry i analogowe

    Nauczeni doświadczeniem z 2020 zrobiliśmy już oprócz mobilnych gier, które są dostępne w marketach Androida i iOS, a tutaj mam na myśli Labirynt Mobile, to również powstają i są wydawane na rynki światowe gry pudełkowe, które idą na rynek indywidualny. W tym roku to będą dwie premiery. Jedna ma miejsce teraz w kwietniu, a druga będzie za około 4-5 miesięcy. Ale to właśnie pokazuje że, dywersyfikacja jest nam potrzebna i gdyby nie dywersyfikacja w najmniejszym stopniu, od czasów pandemii, byłoby nam jeszcze trudniej utrzymać zespół i firmę.

     

    Sylwia: Jeżeli chodzi o Scottie Go! – z jednej strony mamy rynek domowy, o którym wspomniałeś, kupujących rodziców, którzy chcą przekazać tę wiedzę dzieciom. Z drugiej strony mamy cały sektor B2School. Zainteresowanie nauczycieli tym produktem. Jestem ciekawa, w jaki sposób prowadzicie marketing, żeby dotrzeć do obu tych grup?

    Marketing w branży edukacyjnej 

    Paweł: Marketing, który jest tworzony w kierunku B2B, a B2C jest bardzo różny. Wspomniałem wcześniej, że posiłkujemy się w dotarciu do szkół i do instytucji edukacyjnych naszymi partnerami. Tak naprawdę kwestia marketingu i działań promocyjnych w dużej mierze spada właśnie na nich i w różnych krajach mamy różne ilości. Dla przykładu podam, że w Polsce takich partnerów jest aż trzech, a np. w większości krajów jest to jeden partner na jeden kraj i partnerzy są dobierani w taki sposób, aby ich zasoby umożliwiały nam szybkie i sprawne dotarcie do rynku.

    Podam tutaj jednego z naszych najważniejszych na świecie partnerów, to są takie zasoby, które wiążą się z tym, aby każda szkoła usłyszała, bądź też miała okazję dotknąć produktu, czyli są wydawane katalogi dla instytucji edukacyjnych, które do nich docierają co pół roku w nowym formacie i zawierają właśnie informacje o takich produktach, jakimi są np. gry do nauki programowania.

    Ale nie bez znaczenia jest również rozbudowana sieć przedstawicieli handlowych, którzy odwiedzają szkoły osobiście i prezentują rozwiązania. Z drugiej strony mógłbym powiedzieć o bardzo dużej roli pewnych zautomatyzowane działań, jakimi jest e-mail marketing, czy sam telemarketing, docierający do placówek instytucjonalnych, czyli placówek edukacyjnych. Na końcu mógłbym też wymienić, jako jeden z ważniejszych czynników takiego marketingu ogólnego, udział i prezentacja oferty produktowej podczas targów i spotkań branżowych. To są targi, które gromadzą najczęściej decydentów, a więc dyrektorów szkół, czy też przedstawicieli jednostek samorządów terytorialnych, którzy dalej decydują, jak pieniądze są wydawane.

    To taki zestaw narzędzi, które się pojawiają wszędzie na świecie i odnoszą skutek w postaci dotarcia do klienta z informacją i decyzji o tym, że klient chce używać tego rozwiązania, bądź też nie. Natomiast z zupełnie odmiennym rynkiem i formułą dotarcia jest rynek klienta indywidualnego.

    Ponieważ mieliśmy bardzo dobrze sprawdzony model dotarcia poprzez partnerskie sieci, to również na rynku indywidualnym, nie mając zbyt dogłębnej wiedzy na temat mechanizmów działających na tym rynku, zdecydowaliśmy się na współpracę z partnerami zewnętrznymi.

    Marketing w social mediach

    Oczywiście to nie są jedyne rzeczy, które robimy, bo sami też dbamy o dobry marketing poprzez social media. Dla edukacji to są szkolne kluby Scottie Go!, gdzie nauczyciele wymieniają się między sobą wiedzą, a my ich motywujemy. A z okazji wszystkich ważnych eventów w świecie edukacji, my promujemy Scottie Go! za pomocą Facebooka, Twittera, Instagrama, YouTube’a, czy LinkedIna. A dla rynku consumer staramy się, z jednej strony zabezpieczyć punkty dotarcia online, czyli mamy własny sklep internetowy, w którym proponujemy te produkty. I oczywiście przez to, że mamy własny sklep, to też bardzo mocno promujemy się w social mediach, informujemy o różnych nowościach, które wydajemy. Więc jest to głównie właśnie taka internetowa promocja.

     

    A działania dotarcia właściwego pozostawiamy właśnie naszym partnerom. Nasi partnerzy na rynku indywidualnym, to są duże sieci hurtowni książek i gier, to są także elektromarkety, które proponują w swoich sklepach stacjonarnych rozwiązania elektroniczne i Scottie Go! jest świetnym uzupełnieniem zakupu np. tabletu czy komputera.

    Każdy z tych wymienionych partnerów, na rynku indywidualnym, również ma swoje bardzo bogato rozbudowane działania marketingowe, które wiążą się z obecnością zarówno w Internecie, jak i na różnego typu eventach branżowych, ale przede wszystkim nie koncentrujemy się w tej chwili na jednego typu promocji, np. tylko online, ale też dajemy szansę, żeby klienci mogli dotknąć i obejrzeć pudełko w sklepach. Mamy w Polsce kilka takich miejsc, gdzie możemy w każdej chwili podejść i zobaczyć to pudełko i poczytać, co tam jest napisane.To są po prostu duże sieci handlowe, które sprzedają albo książki albo właśnie elektroniczne urządzenia.

    Badania produktowe aplikacji

    Sylwia: Rozbudowana sieć, kanały i rozbudowane działania dla równie rozbudowanego produktu. Tak moglibyśmy to podsumować.

    A właśnie o tę budowę produktu chciałabym jeszcze raz zapytać, ale w innym kontekście. Bo to wszystko o czym powiedzieliśmy, to do tej pory jasno wskazuje, że żeby tworzyć taki produkt,jak Scottie Go! i zarządzać nimi, wskazywać kierunki rozwoju, to potrzebnych jest bardzo dużo danych.

    W Project: People dużą częścią naszej działalności są właśnie badania. Jestem ciekawa, jak ta kwestia badań produktowych wygląda u Was? Wiem, że prace nad Scottie Go! są poparte badaniami i testami Laboratorium Szkoły Przyszłości i Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego. Jak to wygląda?

    Przy każdym produkcie powstającym na rynek, czy to rynek indywidualny, czy odbiorcy biznesowego niezmiernie ważne jest dopasowanie do potrzeb odbiorców. Jeżeli chodzi o produkty dla edukacji, to jest to o tyle istotne, że musimy się dopasować do wymagań lokalnych użytkowników, w tym wypadku edukacji, to są nauczyciele.

    Więc posiadając taką infrastrukturę jaką jest chociażby Laboratorium Szkoły Przyszłości albo właśnie działania Poznańskiego Centrum Superkomputerowo- Sieciowego, my mamy możliwość zapraszania nie tylko nauczycieli, ale całych klas dzieciaków z różnych poziomów kształcenia do tego, aby przeprowadzać z nimi wspólne próbne lekcje, czy też warsztaty.

    Dzięki takim działaniom, na samym początku, kiedy tworzyliśmy Scottie Go! zebraliśmy odpowiednią ilość informacji na temat, chociażby motoryki pracy z tą częścią fizyczną naszego produktu, ale też od strony aplikacji, zebraliśmy mnóstwo uwag na temat UX aplikacji, które zastosowaliśmy.

    Wiele rzeczy na początku wyglądało inaczej  niż w wersji, kiedy została wypuszczona gra seryjna. Zarówno od strony samych użytkowników edukacyjnych, o których wspomniałem, czyli szkoły, nauczyciele, całe klasy przychodzące, jak i również od strony indywidualnego odbiorcy, bo te same dzieci, które grają na lekcji,  mogą być użytkownikiem w domu, tylko na innej części np. naszych przygód, która się dzieje w zupełnie innym miejscu, w kosmosie, bądź na Ziemi, ale i zawiera też inne koncepcje, które nie występują w poprzednich grach, więc przeprowadziliśmy serię badań, które później pogłębialiśmy różnymi grupami focusowymi. Zresztą teraz, kiedy wydajemy nowe produkty, również to robimy. Zebraliśmy taką ilość informacji, która nam pozwoliła dopracować ten produkt, zarówno dla odbiorcy edukacyjnego, jak i indywidualnego, czyli dla dzieci, które później w domach wykorzystują produkt.

     

    Sylwia: W temacie badań produktu edukacyjnego przypominam sobie też jedno z działań Project: People, dla jednego z naszych klientów, gdzie produkt miał ze Scottie Go! jedną zbieżną cechę, czyli kto inny za niego płacił, a kto inny korzystał.

    Tutaj też kwestia badań była szalenie istotna, ponieważ przy walidowaniu pomysłu na ten produkt, to miała być pomoc w realizacji podstawy programowej w formie animowanych filmów i gier. Przeprowadziliśmy badania, żeby się zorientować, jakie problemy ma grupa docelowa. Postawiliśmy na rodziców, w szczególności matki dzieci, no i na same dzieci, które naukę podejmowały. I co było w tych badaniach zaskakujące? Takim szalenie ważnym wnioskiem biznesowym dla rozwoju tego produktu było to, że okazało się, że nie ma Problem Solution Fit.

    Problem, który został założony, czyli to, że matki mają problem ze wspólną nauką z dziećmi, że potrzebują w tym obszarze wsparcia, tak naprawdę nie istnieje. Bo dzieci uczą się same i nie uczą się po to, żeby wesprzeć swój rozwój, tylko żeby zdobyć ocenę, albo zaspokoić rodziców. Więc myślę, że to też może być przykład, w mniejszej skali niż wasza, jak ważne są badania w kontekście rozwoju produktu. Żebyśmy się nie rozwinęli z tym, czego grupa docelowa potrzebuje.

    Badania potrzeb odbiorców w kontekście rozwoju produktu

    Paweł: Badania marketingowe, czy badania potrzeb odbiorców są niezwykle ważną rolą w całym procesie tworzenia produktów i  następnie komercjalizacji ich.

    Ja mogę dodać, że współpraca z Laboratorium Szkoły Przyszłości, czy z Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym, to były początki naszej interakcji z całym rynkiem, z siecią instytucji różnego typu, które testowały i używały nasz produkt. Szereg fundacji w Polsce, czy to jest Cyfrowy Dialog, Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, czy Europejska Fundacja Rozwoju Człowieka, korzystało w trakcie swoich projektów z naszych rozwiązań i używając ich fizycznie, mogła nam zapewnić odpowiedni feedback dotyczący takich ekstremalnych warunków użycia produktu, zarówno jeżeli chodzi o rynek edukacyjny, jak i o indywidualnych odbiorców.

    Z wieloma instytucjami, jak Centrum Nauki Kopernik, jak Urząd Komunikacji Elektronicznej, czy Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji mamy stałą współpracę. One w pewnym sensie również testują nasze nowe produkty, ale też cały czas dostarczają nam informacje odnośnie starych produktów. Mógłbym podać ten przykład naszej szybkiej reakcji i jeszcze większej dywersyfikacji produktowej, która miała miejsce podczas pandemii.

    Edukacyjne produkty hybrydowe, fizyczno-digitalowe

    Oprócz takiego podziału na rynki edukacyjne i indywidualne, to również nastąpił w 2020 roku taki większy podział odnośnie produktu typowo hybrydowego, a więc fizyczno-digital w stronę digital, który zapewniałby możliwość ciągłej pracy z rozwiązaniami Scottie Go! podczas lockdownu, kiedy szkoła nie funkcjonuje i dzieci siedzą w domach.

    W wyniku licznych rozmów z naszymi partnerami, tymi za granicą i w Polsce, doszliśmy do wniosku, że musimy znaleźć bardzo szybko sposób na to, aby dzieci mogły używać produktu będąc w domach. Naszą pierwszą odpowiedzią był zestaw klocków gotowych do wydruku. Bloki przyjęły taką formę nieco innego kształtu, miały na sobie cały czas QR kody, ale były gotowe do wydruku na drukarce domowej. Do zastosowania takich bloków w domu powstała też osobna aplikacja. W zasadzie aplikacja powstała wcześniej, ale teraz przybrała zupełnie nowy kształt, to jest Scottie Go! Dojo, z japońskiego języka dojo to jest miejsce spotkań, ćwiczenia, czyli taka jakby sala treningowa i dojo w pierwszym takim zamyśle miał odpowiedzieć na potrzeby nauczycieli, którzy przechodząc już przez całą grę chcieli od nas, abyśmy w pewien sposób umożliwi im tworzenie również własnych zasobów.

    I stąd właśnie powstało Socttie Go! Dojo, aby móc kreować nowe zadania, wyzwania, które dzieciaki następnie mogłyby rozwiązywać w bardzo szybkim czasie.

    Programowanie na ekranie

    W bardzo szybkim czasie pandemia w nas uderzyła. My doszliśmy do tego momentu, że mieliśmy przygotowane rozwiązanie na taką pracę zdalną, ale finalnie to nie było jeszcze spełnienie oczekiwań rynku, który oczekiwał w pełni takich elektronicznych rozwiązań, a więc nawet bez potrzeby wydruku czegokolwiek. I w ten sposób narodziły się jeszcze kolejne elementy aplikacji Scottie Go! Dojo, który nazywamy programowaniem na ekranie. Chodzi o to, że zadania, które nauczyciel, bądź edukatorka przygotowuje w aplikacji Scottie Go! Dojo są wysyłane do uczniów, a uczniowie już nawet nie drukują klocków, ale mają je u siebie na ekranie w pełnym komplecie i mogą układać rozwiązania właśnie na ekranie, po czym je zapamiętać i otrzymują od razu informację zwrotną, czy to jest dobrze, czy nie.

    Takie rozwiązanie może być wysłane do nauczyciela na dowód rozwiązania. To ma o tyle duże znaczenie, że wyszliśmy już poza taką strefę komfortu pracy z produktem fizycznym, natomiast cały czas nawiązujemy do tego, że Scottie Go! jest pełnym systemem, który zawiera z jednej strony narzędzia przygotowane do pracy w przedszkolach i szkołach, takie fizyczne, a z drugiej strony do pracy podczas nauczania zdalnego, w pełni zdigitalizowanej formie, a z trzeciej strony jest jeszcze platforma, która pozwala zarządzać postępami uczniów przez wymienionego wcześniej nauczyciela, czy edukatora.

    To wszystko daje nam zapełnienie całego etapu kształcenia, bo dzieci zaczynają od najmłodszych lat, w przedszkolach, idą do szkoły, przechodzą przez szkołę i jednocześnie mają możliwość korzystania z narzędzi na miejscu, w szkołach, a także w domach, z narzędzi zdigitalizowanych. Oprócz tego jeszcze są gry i rozwiązania, które są dedykowane do takiej typowo domowej edukacji i rozrywki, czyli właśnie cała seria gier dla indywidualnego odbiorcy. I w ten sposób nasza dywersyfikacja, która została zrobiona w ramach produktów Schottie Go!, nastąpiła naturalnie. Wysłuchaliśmy potrzeb naszych odbiorców, jakimi były najpierw szkoły, a później klienci indywidualni i szliśmy dokładnie krok po kroku w tych kierunkach, aby zaspokoić ich potrzeby.

    To nie są tylko te rzeczy o których ja mówię, ale jest cała masa dodatkowych materiałów, produktów, w postaci np. klocków magnetycznych, czyli bardzo dużych klocków, które są gotowe do przylepienia na tablicach różnego typu, jako taka pomoc typowo nauczycielska, ale właśnie dodatkowe materiały, które wcześniej już wymieniłem. One są cały czas rozbudowywane i część duża naszego zespołu, który pracuje w technologii, zajmuje się m.in. tworzeniem nowych ćwiczeń tworzeniem nowych zadań opatrzonych QR kodem, gotowych do przeczytania, w tej chwili również i w Dojo.

    Outsourcing i rozbudowane programy partnerskie

    Sylwia: Pozostaje zapytać, jak dużego zespołu i zasobów trzeba, żeby tak wielki projekt realizować? Wspominałeś o partnerach i że zaczynaliście od pięciu osób. Jak to wygląda teraz?

    Paweł: To jest właśnie ciekawa sprawa, bo taki biznes o skali osiemdziesięciu krajów, do których sprzedajemy w tej chwili produkty i o zasięgu setek tysięcy uczniów i szkół, można zbudować w kilkanaście osób. Wszystkie kluczowe kompetencje w naszej firmie skupiliśmy u siebie. A to, co nam nie było potrzebne wewnątrz organizacji, typu obsługa prawna, obsługa księgowa, produkcja fizyczna naszych produktów, czy wszystkie lokalne centra dystrybucyjne i właśnie działania marketingowe, to wszystko działa u nas na outsourcingu. Te najważniejsze funkcje mamy cały czas w zespole, to generalnie są osoby, które odpowiadają za produkt, za rynek, za sprzedaż, za marketing i też jest tzw. zespół kreatywny, który tworzy to wszystko. Wśród tych ważnych osób są graficy, czy in-house osoby, które odpowiadają za działania aplikacji, a więc informatycy. 

    Nie wspomniałem jeszcze o tym, że w ramach outsourcingu, development produktów nowych i takich rozbudowanych, też jest na zewnątrz, właśnie w Poznańskim Centrum Superkomputerowo- Sieciowym. Więc odpowiadając na to pytanie, jest nas w tej chwili 14 osób i generalnie biznes, który udało nam się w trzy lata zbudować na skalę światową, z 30 partnerami, umowami partnerskimi na poszczególne regiony świata, to jest właśnie biznes opierający się o 14 osób inhouse w samej firmie.

    Jeszcze raz podkreślę, że tego wszystkiego nie dałoby się zrobić, gdyby nie odpowiednio rozbudowane sieci partnerskie i relacje z tymi partnerami, o które ja osobiście dbam, a pomaga mi jeszcze dwójka osób w naszej firmie. Podzieliliśmy się kompetencjami i rynkami w ten sposób, że rynek polski należy do jednej osoby, pewne rynki zachodnioeuropejskie i kraje LATAM do jeszcze innej osoby, a cała reszta świata to jest właśnie moje działanie i tak naprawdę tutaj „sky is the limit”, bo my generalnie możemy pracować z wieloma różnymi partnerami, w różnych konfiguracjach, od różnego rodzaju projektu w fundacjach, poprzez regularnych dystrybutorów, z którymi najlepiej nam idzie wdrażanie produktów na rynki, poprzez kontakty z samym Ministerstwami Edukacji w różnych krajach, które też planują pewne scentralizowane zadania wokół nauki programowania, nauki hybrydowej.

    Jest to ogromna szansa, w szczególności teraz, kiedy postawiliśmy na rynek indywidualnego odbiorcy. Będziemy się zajmowali również budową sieci kontaktów i relacji z innego typu dystrybutorami zagranicą, niż ci, z którymi do tej pory pracowaliśmy. A więc obok partnerów edukacyjnych, pojawią się również partnerzy, którzy zajmą się rynkiem indywidualnym.

    Otwartość kluczem do dobrych relacji w edukacji

    Sylwia: Jestem naprawdę pod wrażeniem tego, że w tak niewielkim zespole tyle jesteście w stanie zdziałać. I tu nasuwa mi się kolejne pytanie. Czy jesteś w stanie wskazać taki jeden klucz do dobrych relacji z tak wieloma partnerami, z tak różnych środowisk, z różnymi funkcjami?

     

    Paweł: Klucz jest taki, żeby być otwartym na wszystko, co się dzieje wkoło. Nie jest tutaj kluczem na pewno znajomość języków obcych, chociaż akurat to pomaga, bo ja znam perfekcyjnie dwa języki, język angielski i rosyjski i w kontaktach wschodnich świetnie się sprawdza, że ja coś powiem po rosyjsku, a oczywiście na na całym zachodnim świecie jest tak, że że się mówi po angielsku jako standard, więc to jest świetnie móc rozmawiać płynnie i porozumiewać się. To ma ogromne znaczenie.

    Natomiast bardzo ważna jest ta otwartość o której wspomniałem, a i ona się cechuje przede wszystkim tym, żeby móc usiąść i wysłuchać tego, kto ma coś do powiedzenia, jeżeli chodzi o aktualną sytuację, o możliwości i znalezienie wspólnie odpowiedniego formatu rozwiązania. Bo tak wspomniałem, my uczyliśmy się od naszych partnerów, jakie są ich potrzeby i w ten sposób powstawały produkty.

    To jest jedna z tych najważniejszych cech, które warto mieć na uwadze, kiedy startujemy na rynek globalny i poruszamy się po bardzo różnych kulturach, po różnych religiach i zakątkach świata, bo w tej chwili już praktycznie na sześciu kontynentach na świecie Scottie Go! jest używane, właśnie dzięki tym relacjom i odpowiednio uformowanym kontaktom z naszymi partnerami.

    Jak wspomniałem, jest jeszcze ogromna praca do wykonania, bo skoro mamy 30 partnerów na całym świecie, a krajów jest około 200, tych oficjalnie uznawanych, to generalnie jest to 170 różnych krajów zostaje nam do podbicia i do rozpoczęcia relacji takich biznesowych. Także cały czas ogromna praca przed nami do wykonania, tym bardziej, że tak jak wspomniałem, dywersyfikacja spowodowała, że chcemy pracować z dwoma rodzajami partnerów w każdym kraju.

     

    Sylwia: Trzymam mocno kciuki za nawiązanie relacji i współpracy w tych kolejnych krajach.

    Myślę, że będziemy powoli zmierzać ku końcowi, bo powiedzieliśmy naprawdę o wielu rzeczach. Zastanawiam się, w jaki sposób moglibyśmy podsumować też naszą rozmowę dla osób, które są przed tym pierwszym krokiem, które jeszcze nie rozwijają własnych produktów cyfrowych lub hybrydowych, ale na pewno edukacyjnych, które dopiero się nad tym zastanawiają.

    Czy miałbyś dla nich kilka takich rad?

    Produkt edukacyjny – zanim stworzysz, posłuchaj, co mówi rynek

    Paweł: Zanim cokolwiek będziemy tworzyć, bądź już coś tworzymy, słuchajmy tego rynku zewnętrznego, rynku odbiorców i rynku analiz. Bo tworząc coś, z założenia budując biznes plan, musimy wiedzieć, gdzie dany produkt chcemy dostarczyć, jaki tam jest potencjał, jakie zachodzą w najbliższym czasie zmiany, np. podstaw programowych, czy zmiany globalne, gospodarcze, czy społeczne. Bo są kraje na świecie, które są w ogóle niedoceniane z perspektywy biznesu, np.Pakistan, to są kraje, w których jest bardzo dużo młodych ludzi, którzy cały czas się rodzą, którzy budują ogromną masę potencjalnych odbiorców.

    To nie są kraje bogate pod względem przychodu na mieszkańca, ale bardzo bogate pod względem społecznym, które w przyszłości będą dominowały na świecie i nie tylko we własnych miejscach, regionach, ale też w innych krajach. Więc tego akurat się nauczyłem od partnerów, którzy budują bardzo duże biznesy, o zasięgu światowym, że należy zwracać uwagę na małe rzeczy, w tym całym świecie, które tak naprawdę w przyszłości mogą się okazać dużą szansą.

    Oczywiście nie ma możliwości przewidzenia takich incydentów, takich czarnych łabędzi, jakimi jest pandemia, która w zeszłym roku się wydarzyła i oprócz tego, że ona spowodowała zmiany na rynku edukacyjnym, to oczywiście spowodowała też zmiany na tym rynku indywidualnym. A dla nas to była pewna odskocznia i możliwość zbudowania biznesu w innym formacie, co dało nam szansę ładnie przetrwać ten okres. Niemniej jednak, niektórzy nie mieli tej dywersyfikacji i byli oparci w swoich działaniach o szkoły i instytucje edukacyjne i być może nawet nie mieli nic wspólnego z modelem digital, online, który był jedynym akceptowalny w trakcie lockdownu.

    My popełniliśmy pewne kroki w celu dywersyfikacji i generalnie widzimy bardzo głęboki sens dalszej dywersyfikacji produktów i tych rynków docelowych. Chyba z tej perspektywy mogę każdemu doradzić, żeby myśląc o produkcie, od razu się dobrze zastanowił, gdzie i jak chciałby go później sprzedawać, żeby później nie robić gwałtownych zmian w zakresie produktowym, ale żeby móc skorzystać z rozwiązań, które się opracowało, które można wdrażać zarówno na jednym rynku, jak i na drugim sprzedawać za pomocą jednorazowej licencji, bądź też subskrypcji rocznej, czy miesięcznej i to wtedy otwiera zupełnie inne horyzonty działania.

     

    Sylwia: Bardzo dziękuję za całą rozmowę za interesujące insighty, za poświęcony czas. Dla mnie samej to było niesamowicie inspirujące spotkanie i mam gorącą nadzieję, że podobnie będzie dla naszych słuchaczy.

     

    Paweł: Myślę też, że to ma generalnie głęboki sens edukacyjny dla firm, żeby móc się wymieniać między sobą pewnego rodzaju wiedzą biznesową i doświadczeniem, bo to wszystkim nam będzie pomagało. 

    Nie ma sensu ukrywać wiedzy i trzymać tylko dla siebie, ale warto rozmawiać i dzięki temu więcej dobrych pomysłów na rynku może wypłynąć, w szczególności polskich pomysłów, które zyskują coraz większe uznanie na całym świecie, jak to mamy przebadane w Fundacji EdTech Poland, z którą również współpracujemy jako firma, że jest coraz więcej dobrych polskich produktów, wysokich jakościowe, które są bardzo szybko implementowane również poza granicami, czego wszystkim rozpoczynającym działalność życzę, ale również tym, którzy prowadzą działalność. 

    Bardzo dziękuję.

     

     

    Artykuły to za mało?

    Chcesz poznać cały proces i dowiedzieć się, jak mógłby wyglądać w Twojej organizacji?

    Umów się na bezpłatną konsultację
    Sylwia Paszyna
    Język nie ma przed nią tajemnic. Pracuje z tekstem pod różnymi kątami, zarówno projektując komunikację, jak i redagując i poprawiając treści. Współpracowała m.in. z wydawnictwem Czarnym. Absolwentka edytorstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim i UX & Business Design na Wyższej Szkole Europejskiej im. Józefa Tischnera.

    Rozwija wiedzę w zakresie badań UX, by u źródła poznawać potrzeby wyrażające się w języku. Projektuje strategie marketingowe, przeprowadza badania i analizy. Wszystkie te doświadczenia wykorzystuje, by tworzyć lepszą komunikację.

    Uwielbiamy ciasteczka!

    Nie wierzysz? Odwiedź nas w naszym biurze i sprawdź! Ciasteczka serwujemy z pyszną kawą. Dowiedz się więcej

    Zgoda